nic-sie-nie-stalo

Historia

Mała Hania stłukła sobie kolano i bardzo się przestraszyła. Mama zaczęła uspokajać córkę: – Nie płacz już, proszę! Przecież nic się nie stało”!

Jednak, czy na pewno?

Mikuś skaleczył się w palec, grając z kolegami w piłkę. Mama mocno Go przytuliła:  – Boli, prawda? Nie martw się, zaraz coś z tym zrobimy! Może plasterek?

Komentarz

Czy wiesz już, czym różnią się te historie? W pierwszej dziecko czuje, to co czuje, ale jego Mama (zupełnie nieświadomie) zaprzecza jego odczuciom, mówiąc (nie wprost), że są nieprawdziwe. W drugiej historii Mama potwierdza, że faktycznie coś się stało. I dodatkowo pokazuje synkowi, jak może sobie z tym poradzić!

Jako dorośli mamy ogromny wpływ na rozwój naszych dzieci. Jeśli koleżanka naszej córki np. zabierze jej zabawkę, a my będziemy ją usprawiedliwiać (bo mała, bo śpiąca, bo biedna), to nasza córka nauczy się, że to, co czuje wogóle nie ma znaczenia. Jeżeli natomiast przyznamy Jej rację, że takie zachowanie nie jest w porządku, to nauczymy naszą córkę wierzyć w siebie. Nawet, jeśli potem poprosimy ją o to, żeby dała zabawkę tej małej dziewczynce.

Pytania na dziś

Czy takie historie obecne są także w Twoim domu? Czy wiesz, że warto potwierdzać uczucia dziecka, bo jeśli ono czuje, że coś nie jest ok, to naprawdę nie jest ok? Czy jeśli ktoś z bliskich Ci osób jest niefajny, to przyjmujesz to do wiadomości czy znajdujesz tysiąc sposobów na to, żeby znaleźć powód, dla którego to robi? Np. usprawiedliwiasz wredną koleżankę tym, że facet ją rzucił, męża – ciężką sytuacją w pracy a swoją mamę – samotnością? Jak często mówisz wtedy: – „On/Ona taka jest”? Czy ufasz sobie? Czy akceptujesz to, co czujesz? Czy akceptujesz fakty w swoim życiu czy też próbujesz tak jest pozmieniać, żeby Tobie/komuś było łatwiej?

Please follow and like us:
20

10 thoughts on “Nic się nie stało!”

  1. W moim przekonaniu dobry komunikat to taki, który potwierdza, że – „boli, bo upadłeś/uderzyłeś się itd, ale zaraz będzie po wszystkim, przestanie boleć, więc możemy bawić się dalej.” Nie ma pewnie idealnej recepty na reakcję rodzica, bo pewnie im poważniejszy wypadek, tym bardziej się przejmujemy, podobnie jak dziecko. Mój syn jest raczej z tych dzieci, które po upadku, otrzepują się i biegną dalej, więc staram się ten stan rzeczy podtrzymywać.

  2. Słuszne spostrzeżenie – my dorośli często „minimalizujemy straty” kiedy w naszym życiu stanie się coś dla nas nieprzyjemnego. Nawet kiedy – jak napisałaś – rzuci nas facet, umiemy sobie racjonalnie wytłumaczyć DLACZEGO >nic się nie stało< i że to nie koniec świata. W przypadku dzieci pozbawiamy ich uczuć, tworzymy świat w którym ich emocje są niepotrzebne, bo są odbierane jako "niebyłe". Najgorsze jest to że 99% przypadków robimy to nieświadomie. Pozdrawiam

    matkowaciniezwariowac.blog.pl

    1. Takie minimalizowanie strat jest czasami potrzebne zwłaszcza nam, dorosłym i wtedy, kiedy zbyt dużo złego wokół nas się dzieje. Ale masz rację – dużo lepszą opcją jest akceptacja uczuć, które się pojawiają: smutku, żalu a nawet złości. Ogarniając te uczucia, sprawiamy, że nie mają nad nami „żadnej władzy”. I nie są destrukcyjne.

  3. Z jednej strony – zgadzam się. Z drugiej strony – nie jestem zwolenniczkom nadmiernego roztrząsania. Jeśli np. kolanko jest mocno stłuczone – jak najbardziej potrzebna jest pomoc. Ale jeśli to lekki upadek i nic wielkiego nie mogło się stać, warto nauczyć dziecko, że czasem trzeba wytrzymać, zamiast się rozczulać nad najmniejszymi niepowodzeniami…

    1. Wszystko zależy od sytuacji i sposobu wypowiadania się. Ja, mówiąc moim dzieciom „nic się nie stało”, daję im do zrozumienia, że nie dzieje się nic niepokojącego. I kiedy mój syn, w wieku trzech lat stłukł talerz (utkwiło mi to w pamięci, bo słabo mówił i jego słowa mnie zaskoczyły), najpierw się przestraszył, a później rozchmurzył i powiedział „Nic se ne sało.” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *