Podlizujesz się innym? Starasz się, żeby wszyscy cię lubili? Zawsze się uśmiechasz? Nigdy przenigdy nie przyznajesz się do złości, smutku? Uważasz, że tych emocji nie warto pokazywać Światu? Czyli kreujesz swój wizerunek idealnej kobiety, matki i córki? Stop! Zatrzymaj się! I odpowiedz sobie na kilka pytań:

Czy akceptujesz siebie? Czy lubisz siebie taką, jaką jesteś? Czy też zupełnie odwrotnie – starasz się być taka, jak chce Twoja Mama, mąż, czy koleżanki? Albo próbujesz się dostosować do stosownego wg. Ciebie samej wizerunku idealnej kobiety?

Co akceptacja ma wspólnego z dietą? Bardzo dużo. Bo jeśli zejdziesz z różowej chmurki i zdejmiesz trochę lukru ze swojego życia, przestaniesz opowiadać dyrdymały o idealnym życiu (które, jak wiemy nie istnieje), będziesz w stanie zaakceptować także to, że jest gruba (o ile jesteś), swoje boczki, wystający brzuch i cellulit na udach. A jak to zrobisz i pokochasz siebie z tymi wszystkimi „mankamentami”, będziesz mogła podjąć decyzję:

TAK, mam nadwagę i przeszkadza mi to do tego stopnia, że chcę coś z tym zrobić. Owszem, moje dotychczasowe metody nie skutkowały, bo nie miałam żadnego planu na swoją dietę, ale teraz chcę to zmienić i do końca 2018 roku ważyć…tu wpisz wagę (To jest OK)

LUB

TAK, mam nadwagę, ale dobrze mi z tym i tak naprawdę nie chcę schudnąć, bo tego nie potrzebuję, dobrze mi ze swoim ciałem. Nie chcę wyrabiać żądnych nowych nawyków, bo mam je generalnie ….w nosie. Wolałabym schudnąć i dobrze wyglądać, ale jestem po prostu na to wszystko zbyt leniwa (I to też jest OK)

Rozumiesz już, o co mi chodzi?

Kluczem do wszystkich zmian jest akceptacja. Nawet tego, że Ci się po prostu nie chce nic zrobić z dodatkowymi kilogramami. Bo to są Twoje kilogramy i tylko Ty decydujesz, czy chcesz je zrzucić czy nie. To, ile ważymy naprawdę nie ma znaczenia, jeśli tylko jest nam dobrze z naszą wagą.

Pytania na dziś

To jak to z Tobą jest? Chcesz schudnąć czy nie? Napisz w komentarzu 😊

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, zapraszam  na mój fanpage (KLIKNIJ TUTAJ), łatwiej dowiesz się wtedy o nowych wpisach.

Please follow and like us:
20

24 thoughts on “Nawyki w diecie – Zaakceptuj siebie!”

  1. Ja,jak zawsze a tak poważnie już znam działanie swojego organizmu i zawsze jest tak że z przyjściem wiosny jest mi lżej, a na zimę ciężej. Pięknie piszesz o akceptacji. Brawo.

    1. Dzięki Kasiu 🙂 Co do zmian wagi – Ty akceptujesz jej wzrost zimą, ja pozwalam sobie na świąteczne obżarstwo. Dzięki temu mamy jeden problem z głowy 🙂 I możemy żyć spokojniej 🙂

        1. Akceptacja nie oznacza rezygnacji. To właśnie ona daje nam możliwość zmiany. Bo jeśli akceptujemy fakt, że jemy słodycze, to możemy coś z tym zrobić. Jeść je nadal, narażając się na wszystkie konsekwencje spożywania nadmiaru cukru lub też, jeść batoniki okazjonalnie tak, żeby nie wpłynęło to negatywnie na nasze zdrowie. Akceptując coś, dajemy sobie możliwość wyboru i „sprawczości”.
          W pierwszym przypadku mówimy: „jem słodycze”
          W drugim przypadku mówimy: „problem słodyczy mnie nie dotyczy”.

    1. A ja uważam wręcz przeciwnie. Że nawet jeśli ważymy 20kg więcej, musimy najpierw zaakceptować swoją nadwagę. Ale akceptacja wcale nie oznacza rezygnacji z osiągania celów, stagnacji i braku rozwoju. Bo jeśli przestaniemy się oszukiwać, że schudniemy jutro, od Nowego Roku, od pojutrza itp, i zaakceptujemy fakt, że jesteśmy grubi, i to, że nadwaga może spowodować cukrzycę, problemy z krążeniem, ze stawami, nie od jutra, tylko od teraz, łatwiej będzie nam się ogarnąć.

    1. Odkąd zdrowo jem, nie mam żadnych problemów z cerą. Podobnie, jak mój nastolatek, który w chwili obecnej nie ma trądzika i pryszczy. Dla porównania cera jego rówieśników pozostawia wiele do życzenia.

  2. Już wiem od czego trzeba zacząć: -) Dziękuję Ci pięknie. Fajnie poruszać takie tematy, bo chyba akceptacją jest kluczem do zmiany. A często o tym zapominamy. Pozdrowienia!

  3. Iwona komentująca przede mną ma rację. Kluczem jest akceptacja. Tyle tylko, że wychodziłbym od szukania wartości w sobie poza swoją fizycznością. Nadwagę albo inne złe nałogi dodajemy na koniec. Może wtedy zrozumiemy, że możemy to zmienić.

    1. Zgodzę się z Tobą, fajnie, że o tym wspomniałeś. To bardzo istotna kwestia, przygotuję o tym kolejne nagranie.

  4. Oj chcę schudnąć już od wielu lat i im bardziej chcę tym więcej kilogramów mam do zrzucenia. Kiedy przychodzi rezygnacja zawsze sobie tłumaczę, że to jeszcze nie ten moment, nie ten bodziec, który sprawi, że się w końcu uda.

    1. Ja miałam często tak, że na samą myśl o odchudzaniu – tyłam 😉 Wkrótce przygotuję wyzwanie dotyczące diety. Zapraszam w lutym 🙂

  5. Świetny wpis, trafiłaś w sedno. Kiedy nie akceptujemy tego jakie jesteśmy, nie zmienimy tego chociaż bardzo byśmy tego chciały!
    Pozdrawiam
    Klayudia

  6. Nie mam planów dietetycznych, a siebie akceptuje taką jaką jestem. I wiesz myślę, że to właśnie akceptacja siebie i swoich zamierzeń może być właśnie kluczem do wszelkich zmian, także tych dietetycznych 🙂

  7. Czytając pytanie na początku, od razu odpowiedziałam sobie. Jestem z siebie zadowolona w ok 70%… Wygląd i niektóre cechy ( jestem niemal znerwicowaną matką, krzyczę często i łatwo się denerwuję…) do zmiany, ale ciężko mi siebie zmienić. Jednak masz rację, od tej chwili zastanowienia i zaakceptowania wyboru należy zacząć. Dziękuję Ci

    1. Też się łatwo denerwowałam. Ale jak zaakceptowałam swoją złość, to ona zaczęła….znikać, bo z łatwością przyszło mi do głowy mnóstwo pomysłów co z nią zrobić. Najpierw zaczęłam od zdrowia – zaczęłam więcej spać, lepiej jeść, przyjmować suplementy (magnez, wit z grupy B). Potem przeanalizowałam, co mnie tak naprawdę złości. Okazało się, że jest tego sporo. Za dużo obowiązków, przytłoczenie pracą, brak czasu dla siebie. Do każdego tematu podeszłam indywidualnie. Po 3 latach obarczyłam częścią obowiązków pozostałych domowników, zmieniłam znajomych na innych, zmieniłam godziny pracy, zaczęłam bardziej dbać o siebie i swoje relacje z innymi. Teraz, nie wkurzają mnie nawet żółwie, jadący lewym pasem z prędkością 30km/h. Po prostu pozbyłam się złości i mam więcej dystansu i do siebie i do innych. Czy złoszczę się nadal? Tak, ale tylko wtedy, kiedy toś wchodzi z butami w moją przestrzeń lub zachowuje się niefajnie. Teraz złoszczę się w odpowiedni sposób i na odpowiednich ludzi (tz nie przenoszę złości na innych).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *