Jak schudłam 15 kg

Julita schudła 15 kg, bez głodu i bez cierpienia. Teraz ma promienną cerę, lepsze samopoczucie i mnóstwo sił witalnych. Chcesz wiedzieć, jak zmieniła rozmiar 42 na 38 w ciągu pół roku, bez efektu jo-jo? Zapraszam na wywiad!

Najtrudniej jest zmobilizować się do zmian. Co sprawiło, że ruszyłaś do przodu? Co dało Ci impuls do działania?

Spojrzenie w lustro 16 kwietnia 2015 roku. Dotarło do mnie jak wyglądam, jak źle się czuję, że nie mam już swoich ukochanych ubrań. Kopa do działania dali mi także moi wrogowie: – Ona nie da rady, jak Ona wygląda, Ona i dieta?”. I pomyślałam sobie: – „Ja nie dam rady?” To była taka „kropka nad i”, która sprawiła, że ruszyłam z miejsca, a nazajutrz wybrałam się do bardzo wymagającego trenera wellness i zaczęłam zmianę nawyków.

Obrałaś sobie jakiś cel? Np. chcę schudnąć ileś kg? Czy bardziej chodziło Ci o zdrowie?

Tak, wyznaczenie celu to podstawa. Mój był następujący: 3 września w swoje 40-ste urodziny zobaczyć na wadze 60 kg, czyli kilkanaście mniej oraz ubranie dżinsów z białą koszulą biznesową do środka 😉 O zdrowiu oczywiście też myślałam. Stąd założenie 2-3 kg na miesiąc i opieka trenera.

Większość kobieta utożsamia dietę z czymś strasznym, co odbiera radość życia. Jak to było u Ciebie?

Moja dieta nie była dietą 1000 kcal, ale polegała na regularnym jedzeniu posiłków, jedzeniu śniadania, z czym zawsze miałam problem, piciu dużej ilości wody, a także wyeliminowaniu z diety cukru oraz mąki. Wspierałam się też posiłkami płynnymi. Dużo zup, koktajle, nabiał. Najpierw zastanawiałam się, jak ja to przeżyję, ale w  zamian dostałam tyle rozwiązań, że nie wiedziałam w czym wybierać. Różnorodne menu, produkty, przepisy, nauka czytania etykiet, nauka jedzenia na mieście. Te zmiany przeszłam praktycznie bezboleśnie, bo wprowadzałam je sukcesywnie, krok po kroku. Nie było żadnego szoku. Zachowywałam też dyscyplinę: ważenie, pisanie dzienniczka z tego, co jem. Kolejnym etapem było wyeliminowanie z codziennego menu tego, co mi szkodziło i wyraźnie nie służyło zarówno mojemu zdrowiu i mojej wadze: np. chleb.

Zmiana nawyków nie jest łatwa. Jak mobilizowałaś się do trzymania się planu? Czy ktoś Cię wspierał?

Sporą motywacją były względy finansowe. Trening personalny i wsparcie kosztuje niemało, więc nie chciałam wyrzucać tych pieniędzy w błoto. Chciałam także pokazać tym niewierzącym we mnie osobom, że mogę się zmienić. I udało się! Teraz patrzę na nich z satysfakcją. Że wygrałam, walkę o siebie samą. A im może być jedynie głupio, że we mnie nie wierzyli.

Katalizatorem działań był także wymagający trener. Motywował mnie do działania i dawał potężny zastrzyk energii, który jeszcze bardziej napędzał mnie do działania. To właśnie także dzięki niemu jestem tu, gdzie jestem, noszę rozmiar 38 i jestem chudsza w pasie o 14 cm. Ważne było też wsparcie rodziny. Przebiegłam nawet wówczas półmaraton, który był moim marzeniem. Za chwilę zacznę morsować 😉

Ile trwała dieta? Czy to, co robiłaś w jej trakcie różni się od Twojego obecnego życia? I co robisz, żeby utrzymać efekty?

Restrykcyjna dieta trwała 2 miesiące, w tym czasie maksymalnie oczyszczałam swój organizm. Potem, przez kolejne 4 miesiące także stosowałam dietę, ale pozwalałam sobie na drobne odstępstwa. Dietę ustalałam z trenerem. Dostosowaliśmy ją do mnie, mojego charakteru i sposobu życia, co z pewnością miało ogromny wpływ na jej powodzenie i dało trwałe rezultaty, bez efektu jo-jo.

Czy po schudnięciu czujesz się bardziej pewna siebie?

Zdecydowanie tak! Zmieniłam fryzurę, garderobę, styl i odmłodniałam o kilka lat! A moja pewność siebie wzrosła o 200%! Teraz, kiedy udało mi się zrealizować swój plan, czuję, że mogę więcej, niż myślałam. Że silna ze mnie babka i że z wszystkim mogę sobie poradzić. Ta satysfakcja jest nie-do-zastąpienia. I daje moc do dalszych działań!

Większość kobiet boi się, że na diecie ich życie wywróci się do góry nogami. Że nie dadzą rady gotować specjalnych posiłków, sprawdzać składu każdego produktu i codziennie ćwiczyć. Czy miałaś podobne obawy?

Nie, nie miałam. Planowanie mam we krwi, a ze względu na to, że posiłki też miałam zaplanowane, schabowe z pyrami i sosem zamieniłam po prostu na koktajle i inne, „dietetyczne” rzeczy, czym wzbudziłam niemałe zdziwienie w pracy. Niektórzy śmiali się ze mnie, że regularnie, co 3 godziny wyciągam z torby swoje przekąski, pudełka i pudełeczka, ale teraz, kiedy jestem szczupła, ich śmiech przycichł. Bo dopięłam swego. I pomimo, iż nie liczyłam kalorii ani nie ważyłam porcji, udało mi się schudnąć kilkanaście kilo. Bez zbędnych wyrzeczeń, wyłącznie dzięki zmianie nawyków.

Jaką rolę w Twoim życiu odgrywa sport? Ćwiczyłaś, mając rozmiar 42? A teraz, ćwiczysz?

Poprzednia waga znacznie utrudniała mi bieganie, ale za to ćwiczyłam – pięć razy w tygodniu. Sport był i nadal jest dla mnie uzupełnieniem dobrej diety, bo umówmy się – żadnym wysiłkiem fizycznym nie zrekompensujesz obżarstwa i złej diety! Co to oznacza? Że sport jest jedynie dopełnieniem zdrowego stylu życia, ale nie zrekompensuje Ci zjedzonych cukierków. Bo w zdrowym stylu życia nie chodzi o to, żeby zjeść dwie czekolady, a potem je wybiegać, ale żeby zastąpić te czekolady czymś zdrowszym, co bardziej nam służy. Na czekoladę też można sobie pozwolić. Ale tylko wówczas, gdy organizm już wie, że to wybryk, a nie stały wyrzut insuliny.

Dziękuję za wywiad.

P.S. Jeśli chcesz porozmawiać z Julitą, znajdziesz Ją TUTAJ! (Kliknij w link)

Julita przed dietą

Julita po diecie

Podziel się wpisem z innymi:
20

Odwiedź nas:

Facebook
Google
Pinterest
Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *